środa

Listopad

Jest środa. Obok mnie usiadł kot, który popatrzył z politowaniem na moje usilne próby wykrzesania ze zdjęć słabej jakości minimum kontentu. Wiadomo przecież, że szewc w dziurawych butach chodzi, a ja jako sprzedawca aparatów fotograficznych nie jestem w posiadaniu swojego własnego sprzętu i korzystam zwykle z cudzego, bądź umieszczam obrazy w dziwnych miejscach, fotografując je RedMi4a (czy jakoś tak) aby wydobyć chociaż minimum z tej wujowej matrycy.
Efekty tych działań są różne, zwykle jednak marne, co nie przysparza mi popularności, o czym świadczy zaledwie dwustu folołersów z hakiem na instagramie, co powoduje u mnie potworny ból dupy z powodu niedoboru atencji. Atakuję więc obrazkami bardzo tendencyjnymi i nudnymi jak flaki z olejem, żeby tylko dotrzeć do widza, który kliknie na serduszko bądź wyrazi opinie, którą zwykle brzmi: "ZAJEBISCIE KURWA ZAPRASZAM NA MUJ PROFIL ZAJMUJE SIĘ MEDYCYNO ESTETYCZNO"

Co potem?
Nic. Nie sprzedam dzięki temu obrazu, nie zapłacę czynszu, nie uratuję świata a mój kot będzie masował sobie kędziory na brzuchu w celu zmniejszenia boleści z głodu.

Staranie się o atencje na portalach społecznościowych i fanpage ma tyle samo sensu co popierdalanie z emancypacyjnymi hasłami na plecach/czole w centrum miasta w godzinach szczytu. Z powodu dotarcia do tych jakże niesamowicie odkrywczych wniosków, zgrzeszyłem dziś i kupiłem suszone banany w glazurze. I to tyle co mam dziś do powiedzenia.
WPADAJCIE NA MÓJ PROFIL NA INSTA, FOLOŁUJCIE, WBIJAJCIE NA TŁICZA SRICZA TINDERA FEJSBUNIA i resztę, od której uzależnionych jest 80% ludzi w wieku 15-25.




Obraz jest częścią dyplomu na katowickim ASP. Przedstawia on wyobrażenie Anny C. o byciu kobietą. Obrona już za niecały miesiąc.