niedziela

Lloam

Ściąganie strutych pasm ze skóry, (jak) jak codzienna rutyna; (jak jak jak) mycie zębów, zmienianie podpasek.
... a dłoń okoloną żółtymi paznokciami zacisnął na krtani. Szeptem spowił moją twarz, a towarzyszył mu cuchnący oddech. Ta łza, która spływa coraz szybciej, jest bardziej gorzka niż słona. Spala się z cichym sykiem godzina, która miała się tlić dniami, nocami, latami.

Spodziewam się słońca pod skóra, na klatce piersiowej.
Spodziewam się chłodnych dłoni, których dotyk zabiera wrażenie samotności na spacer do lasu. 
Spodziewam się Ciebie u progu naszego domu, gdzie od wielu dni ogień trawi ganek.
Spodziewam się, że znowu zabierzesz mnie do lasu. Tam wylejesz swój żal.

Gdy nadejdzie odpowiedni moment, ręce chwycą mnie pod pachy, uniosą do góry i rzucą daleko. Zupełnie jak wtedy [...] pozostawiając na ziemi.