wtorek

Randka z futryną

Relacja z koncertu Domowych Melodii z 28go Listopada.
Co zrobić w momencie, kiedy ekipa Domowych Melodii nawet podczas finałowego odgrywania Północy niosła absolutnie czyste dobro opakowane w światło? Jak przebrnąć się udało o tak wielu wyznawców Melodii z muzyką ocierającą się wielokrotnie o  dziecięce przyśpiewki? Nie wyjaśnię dziś fenomenu Justyny i jej kolegów. Wspomnę zaledwie, że ten kto bywał na ich koncercie obcował z czymś wyższym i bardziej głębokim aniżeli z zabawnym zespołem łączącym doskonałe melodie z kabaretem. Nie potrafię toczyć z walki z czymś, co na starcie wykopuje pochmurne towarzystwo za bramę ich magicznego świata.  Zresztą po co?

 Odszedł z naszej redakcji człowiek, który mnie do niej zwerbował. Dostałem tę wiadomość z pierwszej ręki, a mimo to miałem wrażenie obcowania z informacją włożoną w drzwi. Naturalna chęć rozwoju i dalszej działalności ponoć to sprawiła. Nie łatwo jest podjąć takie kroki, a co dopiero powiedzieć o tym ludziom, których się przez dłuższy czas namawiało do działania. Czułem delikatny zawód w tych ostatnich, pożegnalnych słowach.

Co do rzeczy, które ostatnio robię:

140x100cm ołówek na papierze

 
Wolverine zachłanny (obraz w trakcie malowania)
akryl na płótnie 130x100cm

I mozolna realizacja na temat Błędu w grafice warsztatowej


 A tutaj skończone rzeczy:

bez tytułu/Posejdon na rufie statku
140x100cm technika własna na papierze (wkrótce lepsza reprodukcja pracy)

Ja sobie tu usiądę i się tu rozłożę/Klaudia 
130x100cm akryl na płótnie
 
Demiurg ubolewający nad rozlanym mlekiem
100x80cm akryl na płótnie

Zacząłem pisać opowiadanie o tym jakim jestem dupkiem. Ale o tym wkrótce.
Maleńki fragmencik:

[...] Nie pamiętałem tego, dopiero następnego dnia siniak (fioletowy) przypominał o randce z futryną. [...] Order Drama Queen z ziemniaka, polany sosem wstydu. I tak bez końca, przez wiele dni, aż do momentu wycelowanego we mnie środkowego palca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz