środa

Dzień zero jeden

Był taki, chyba najlepszy okres w moim życiu, kiedy wyzbyty zażenowania i wstydu słuchałem nieustannie The Cure, Placebo czy Depeche Mode. Nosiłem te wszystkie naszywki i przypinki świadczące o tym, że jestem z tego dumny.
Z czego tu można być dumnym? Ze słuchania dobrej muzyki? Określenie "dobra" jest tak samo względne, jak oklepane i używane niemalże zastępczo do określenia muzyki tej, "której słucham". Dzisiaj powróciłem do mocno niedocenianej płyty The Cure pozbawionej tytułu (tej z 2004r. z piękną okładką jednego z członków zespołu). Te wszystkie emocje , przykryte co prawda pierzyną trzydziestu kilogramów, ale jednak wciąż w człowieku tkwią. To dobrze, że można poczuć się młodziej w okresie, kiedy się potrzebuje potwierdzenia z zewnątrz, że nadal tak jest.

Staram się pracować i nie tracić gruntu pod nogami, jednak wcale nie jest to proste. Chris Corner (ciut podobna półka co Placebo, dla niewtajemniczonych) z IAMX śpiewał dawno temu " I am terrified, I think too much / I get emotional when I drink too much". No i w tym tekście jest szmer prawdy. A szmery mają to do siebie, że lubią atakować znienacka. Na przykład w supermarkecie.

Haha.


A tutaj można posłuchać ostatniego utworu pod szyldem BRTLMJ MCHL GRCK:



Stare utwory dostępne są pod adresem http://brtlmjmchlgrck.bandcamp.com

oraz na http://soundcloud.com/brtlmjmchlgrck gdzie jest na przykład cover The Smiths, który mi wyszedł, o tu: https://soundcloud.com/brtlmjmchlgrck/brtlmj-mchl-grck-how-soon-is-now
Oraz Placebo, które jest chyba najmniej przekombinowane:
https://soundcloud.com/brtlmjmchlgrck/centrefolds-placebo-cover
jest tam też sporo innych coverów, ale czy wyszły to już inna para kaloszy :)


Od pół roku realizuje nowy pomysł na siebie. O malarstwie mówię. Nie do końca dla mnie pewnym jest, jak potoczą się moje losy co do rysunku. Mogę być czegoś tam pewien, ale nigdy do końca. 

sobota

Dzień zero.


W ramach próby socjalizowania się rozsunąłem dziś zasłony i otworzyłem okno na oścież. Pęknięcie biegnące wzdłuż szyby, skręcające w kształt litery L uśmiechnęło się odbitym słońcem, a kot spierdolił na ziemię szklankę. W głośnikach długowłosi gotyccy udawacze z pewnego fińskiego zespołu zawodzili o cieście, a ja postanowiłem ruszyć z nowym pomysłem, który krystalizował się od końca listopada.

Od dzieciaka lubiłem rozpoczynać coś nowego od pierwszego dnia miesiąca. Jeśli w grę wchodził także poniedziałek, uznawałem to zwykle za najodpowiedniejszy moment do rozpoczęcia działań. Upierdolony w głowie syndrom demiurga rozkwitał przez wiele lat i nigdy nie spowodował, że plany przerodziły się w faktyczne projekty i ich realizacje.

Dlatego też, z racji tego, że jest sobota, siedemnasty, wczesne popołudnie - jem śniadanie złożone z pełnowartościowych produktów bogatych w witaminy i minerały. Kiełbasawurszt z niższej półki cenowej zagryzana kromką udekorowana rukolą, brzmiała niczym ostatnia Kate Bush na żywo (z delikatnym pominięciem przecudnej urody And Dream of Sheep).


Wracając jednak do budowania napięcia: rozpocząłem prace nad nowym materiałem dźwiękowym. Rzecz trochę odbiegająca od tego co robiłem tu: BRTLMJ MCHL GRCK.
Finalny efekt będzie dostępny w okolicach mojego dyplomu (przyszły rok).

*

Dzisiejszy dzień jest pełen słońca, pomimo aktualnych czarnych chmur kłębiących się nad pewnymi miejscami, które od blisko dwunastu godzin są na ustach wszystkich. Obawiam się, że słońce ma w dupie wiele rzeczy. Można dywagować, czy słońce w ogóle dupę posiada, ale to już zostawmy ekspertom.

Wydaje mi się, że mogę tak nazwać fiński The 69 Eyes, który niecałe pół roku temu wydał płytę Universal Monsters, na którym oprócz jednej, czy dwóch naleciałości Rolling Stonesami, nie pokazali absolutnie nic nowego (a to już jedenasta płyta i ponad DWADZIEŚCIA LAT na scenie). Ciągnący się za nimi smród glamu, w czasach mojej młodości nie przeszkadzał. To był moment, kiedy ta ich oczywista nośność i przebojowość rajcowała. Dziś wychodzę z założenia, że w ten określony sposób grało się jakiś czas temu i wypadałoby odrobinę odświeżyć zatęchłe piwnice. I tutaj rzeczywiście odnajduję coś takiego, w postaci utworu Jerusalem. Wprowadza on nieco powietrza w wilgotne, gotyckie mury sześćdziesięciu dziewięciu oczu, które nijak się rozwijać nie chcą, już od wielu lat. Ich materiał nie jest odkrywczy, ale z pewnością ucieszy amatorów świec ustawionych wokół monitora, na kształt ołtarza.

I nie, wcale wczoraj nie skakałem z radości i nie przymierzałem gotyckich koronek w pełnym corpsepaintcie na wieść, że Sopor Aeternus wraca z nową płytą (póki co proponując fanom jedynie składanie pieniążkowych ofiar na nagranie tej płyty).

czwartek

Careful What You Wish For

Cześć
Powoli wdrażam zmiany w życie. Te drobne, bo większe to monstrualna ilość utraty energii. Jak zwykle nie widzę pozytywów, tylko wiążące się z tym zobowiązania oraz to, że przerasta mnie wiele rzeczy. Budzę się w nocy trochę rzadziej. Śpię w miarę twardo.

Zacząłem odhaczać rzeczy na liście tego, co pozostało do końca tego roku. Najważniejsze pozostawiam na koniec. Najważniejsze, bo dla mnie najtrudniejsze.

Nie mam za wiele do pokazania. Do posłuchania jest nowy utwór, który promuje niejako płytę, którą robię od początku tego roku.



Przypominam, że można oglądać moje i Przemka zdjęcia tutaj:

TUTAJ

I poczytać o kulturze tutaj:

TRAWNE PISKI


Zacząłem



Zapraszam do lajkowania.
Mam wielką ochotę zrobić eksperymentalny film a pro po mojej pracy.


video

Problem w tym, że jeśli to zrobię, to mnie zwolnią.
Dlatego pokaże tylko to:

video

niedziela

Październik?

Dzień dobry
Zaczął się rok akademicki. Pąki rozkwitają, stopy brodzą w kałużach, a w tym momencie najbardziej bolą mnie żebra. Godzenie spraw przyziemnych z tworzeniem, jest jak perspektywa rzutu kotem z trzeciego piętra w nadziei, że się nie spierdoli na plecy. Zwykle takowy kwili na plecach z roztrzaskana czaszka w kałuży fekaliów zmieszanych z krwią. Ale żyje.

Trochę podkolorowałem rzeczywistość, ale tak trzeba, żeby się nie utopić w szarości przedziału poniedziałek-piatek-osma-siedemnasta. 

Nie ukrywam jednak, że pierwszy poważny tydzień zakończył się klęska -  rozstrojem nerwowym i zdrowotnym.

Ostatnimi czasy wszystko sprowadza się do zapachu i do tego, ze nie mam polskich znaków na laptopie. Lubie wychodzić wieczorami i wdychać dym z kominów. Częściej się to zdarza niż niema kontemplacja. Odświeżające dużo mocniej niż żul-bryza wiodąca z parku. Przestałem do niego chodzić, bo ostatnio problemy rozwiązuję na miejscu. Głowę mam w końcu dostępną dwadzieścia cztery godziny na dobę.

Kończę obraz. A właściwie dwa. Czekam na Ars Cameralis.
Tylko dwukrotnie w tym tygodniu miałem manię, że ukradziono mi portfel/kartę od bankomatu/telefon. Takie tam, tenże tego, o żeż ty.


Kiedyś to skończę.  


Idzie cykl większy niż przypuszczałem. Idzie na razie nieźle.


Wciąż łudzę się, że go skończę i ktoś go kupi.


czwartek

Wrzesień, schyłek

Cześć
Nie było mnie kilka miesięcy. Wydawałoby się, że odpuściłem, ale kiedy zaświeciła myśl o reaktywacji (zmieniłem wszak wystrój bloga) pojawiło się kilka rzeczy, o których chciałbym napisać.
Przede wszystkim przeprowadzka. Moje perypetie związane z nią można zobaczyć na stronie
tej - A Strange Things to Say
którą współtworzę z Przemysłąwem Bohnem.

Poza tym, żeby przeżyć, przeżyłem transformacje w korposzczura. Średnio mi z tym na rękę. Nie mam na nic czasu, jestem permanentnie zmęczony i rozdrażniony. Dlatego moje ostatnie obrazy wyglądają tak:



Ten ostatni nawet dostał digart dnia o tutaj:

Wywieszanie - digart dnia

Nie zmieniło to mojego życia. Nawet nie zauważyłem, że go dostałem. Poinformowała mnie o tym pewna dobra dusza, co niezbyt dobrze świadczy o mojej kondycji psychicznej i kontroli własnego życia. Reszta moich obrazów z wakacji wygląda tak:


A ten już osiem razy przemalowałem i podziurawiłem:


Jest jeszcze kilka niedokończonych, w tym jeden absurdalnie radosny. Ale o tym kiedy indziej. Realizuje właśnie wycieczki po Ars Independent, o czym będę jeszcze pisał, o ile znajdę czas miedzy uczelnia a pracą. Miłego dnia, póki co. Górecki wraca.

piątek

Giszowiec

 Przyszedł moment, w którym przyszło mi pożegnać Giszowiec. Miejsce - getto, gdzie lepiej nie wychodzić po dwudziestej drugiej. Wykarczowany kawałek lasu, gdzie po sąsiadującej z moim oknem firmie chodzi cieć i czyści schody na kolanach o czwartej nad ranem, a o szóstej rano budzi cie albo gniecenie puszek przed blokiem albo wiertarka sąsiada (przez pół roku). 


Jest to także miejsce, gdzie można spotkać zagadkowiczów, tj panów pijących plenerowe piwko z suczką na smyczy, którzy robią ci różne czelendże, np: kto zmontował te dziury wokół sosenek? Suczka. Przegrałeś piwo.

Wiele się tu wydarzyło. Byli panowie dresowie-ławkarze, śmiejący sie z puszczanego przez nas Ich Troje na imprezie, była impreza pod hasłem Dnia Godności Osób Niepełnosprawnych, była procesja w Boże Ciało wokół śmietnika, sąsiedzi puszczający techno z lat 90tych, "karuzela" w 674, wyrzucenie z tego samego środka lokomocji pana o ciemniejszej karnacji (MOJE DZIECKO PRZEZ TAKICH JAK TY NIE DOSTANIE ZAPOMOGI).

Dużo przygód. 

Będę tęsknić za całą masą tych przedziwnych historii, a w szczególności za kotem Meluzyną, którą spotkaliśmy w Parku pod Lipami; za paniami ze sklepu osiedlowego, które ZAWSZE życzyły człowiekowi miłego dnia; za najbardziej stresującą podróżą z Osiedla na Dworzec (WYPAD MI Z AUTOBUSU, TAKICH RZECZY SIE NIE PRZEWOZI), za przygodami związanymi z powrotem na mieszkanie (targanie dywanu i innych dziwnych przedmiotów); za to, że dzięki tej przeprowadzce mogłem poznać naprawdę wspaniałych ludzi.
Nie ukrywam jednak, że to mieszkanie wywołało też u mnie bardzo wiele negatywnych emocji. Spoglądam właśnie na ten zalegający w pokoju syf, który za moment stanie się pozaklejanymi pudłami z przeszłością. Dużo zyskałem rzeczy materialnych. To trzeba przyznać.

W pokoju pachnie takim ładnym środkiem czyszczącym, w głośnikach łomoce Queen, z biurka zerka Janis Joplin.





Dziś tak poza tym mam taki zabawny jubileusz, bo oto stuknęło 3500 wejść na blog. Żadna to okazja, żaden to wyjątkowy moment. Godniejsze uwagi jest to, że poniżej wrzuciłem kilka ostatnich rzeczy, które zrobiłem (a to i tak nie wszystkie).

...

Poszedłem za ciosem i tworzę kolejny obraz zawierający typografię. Będzie on nawiązywał do ostatnich wydarzeń, od których dudni cała Polska, jak również do moich osobistych doświadczeń. Podzieliłem obraz na mniejsze fragmenty, które teraz przyjdzie mi złączyć w całość. Z perspektywy czasu stwierdziłem, że ciekawym zabiegiem może okazać się swoisty błąd w malowaniu - nakładanie akrylu na tłustą farbę olejną. Efekty są bardzo ciekawe, mając na uwadze, że interesuje mnie motyw przetrawiania obrazu, czy tez nawarstwiania go. Poprzez fragmentowanie poszczególnych partii zauważyłem, że tworzy się zupełnie inny obiekt od zamierzonego, nawiązując teraz bardziej do środowiska miejskiego niż do gazetowych wycinków oraz pocztówek (co chciałem uzyskać na początku.




Pierwszy autoportret w tym roku:


Nocne szkicowanie


Ostatnio na stronie Magdy Gessler był konkurs - Poziomkowe inspiracje. Zrobiłem z tej okazji grafikę, którą [...] (tekst usuniety)



wtorek

Industriada 2016

 Dzień dobry, dziś krótka relacja z weekendowej Industriady.

Industriada 2016 uderzyła w tym roku ze zdwojoną siłą - do dwudziestej drugiej trzema dobrymi koncertami, a o 22 wyśmienitym spektaklem grupy Theater Titanick. Teatr ów rozświetlił Czeladź nie tylko pokazem sztucznych ogni, które bardzo ładnie korespondowały z treścią spektaklu, ale także wyśmienitą, rozproszoną relacją aktorów na scenie oraz muzyką charakteryzująca się industrialnymi, brudnymi brzmieniami oraz elektronicznymi naleciałościami. Dochodzi do tego oczywiście fabuła, która osadzona w mocno archaicznych czasach, podszyta była dużą dawką absurdalnego humoru.
Zespoły zaprezentowały się naprawdę ciekawie, wychodząc do widza z elektroniką ubraną w bardzo różnorodne szaty. O ile u Erith sporo można było odnaleźć onirycznych historii, tak już u The Party Is Over sytuacja była dużo bardziej motoryczna, chłodna. Zespół pomimo dość nikłej dynamiki wynikającej raczej z nagłośnienia niż z niezaangażowania zespołu, zaprezentował obfity wachlarz klimatycznego grania. Nie ukrywam jednak, że prawdziwą burzę rozpętał Baasch, rzucając na kolana publikę, w czym niewątpliwie pomogła mu też pora - pojawiły się światła, które wspaniale podbijały klimat. Szlak Zabytków Techniki, który to był głównym organizatorem wydarzenia, wykonał kawał dobrej roboty. Szkoda troche The Party is Over, którym nieco zjadło brzmienia i dynamiki, ale reszta wyglądała już cacy. Nie można mieć wszystkiego. Mając na uwadze to wydarzenie, mogę raczej być spokojny o kolejną edycję Ars Cameralis (który notabene w wydarzeniu maczał palce). Podczas odbywających się koncertów można było także wpaść do Galeria Sztuki Współczesnej "Elektrownia" i zobaczyć tamtejsze industrialne serce.
Rozruch jako dodatkowy dzień poprzedzający główne wydarzenia okazał się być doskonałym niejako supportem Industriady. Kolejny dzień wyłącznie potwierdził piękno wydarzenia oferując min. bardzo ciekawy spektakl Kształt Rzeczy. Opowieść o węglu i porcelanie czy koncert Miuosha, na który niestety nie zdołałem dotrzeć.
Tegoroczna edycja pokazała jak mocno Śląsk dba o swoją dumę, no i przyznaję, że zachęcił do wypatrywania kolejnych wydarzeń, nie tylko z kręgu około industrialnego.

___________

Wtrącenie dotyczące pierwszego dnia Industriady:
Dzisiejszy dzień ma przynieść kolejny zestaw koncertów i wydarzeń związanych z Industriada 2016. Wczoraj absolutną gwiazdą sceny był Baasch, o których to jeszcze napisane zostanie jutro, kiedy zbiorę czasu na tyle by swobodnie rozwinąć myśl, a nie ubierać się w biegu. Pozostali artyści występujący wczoraj na INDUSTRIADA ROZRUCH MASZYN również zaprezentowali się ciekawie - Erith obdarzyła nieliczną jeszcze publikę naprawdę dużą dozą energii, z kolei The Party Is Over wydawali się zagubieni na tak dusznej scenie. Set może i był bez zarzutu, ale koncertowi brakowało mocy, odpowiedniego uderzenia (w końcu to była impreza plenerowa, ej). Mały, zadymiony, duszny klub - tam ta muzyka zabrzmiałaby doskonale. Wczoraj niestety nie porwała, a gdy zaciskało się piąstki w nadziei na mocniejsze uderzenie - po chwili wszystko się rozmywało. Oczywiście nie mogę nie wspomnieć o doskonałym show Symfonia Hutnicza - Industrialne Widowisko. Rozruch Maszyn/Industriada 2016 przygotowanego przez grupę Theater Titanick, który dla fana (i nie tylko) Einstürzende Neubauten czy Rammstein (pod względem widowiska) był nie lada gratką. Więcej o wczorajszym pobycie w Czeladź (miasto) jutro. Dziś jednak ogłaszam królem wczorajszego wieczora duet z Baasch. Niewiarygodne, że dotąd ich nie znałem.

poniedziałek

Alex Smoke versus Zapisy

Witam, dziś fragment recenzji płyty Alex Smoke, która za moment zawiśnie na stronie Noir Cafe oraz podsumowanie semestralne. Zapraszam do lektury:



Z jednej strony muzyka ta jest nienachalna, nieabsorbująca, ale wydobywający się z niej czar dość mocno uwodzi, a że gatunkowo siedzi w tych dźwiękach także swoisty ciężar - album ten wprowadza człowieka w otępienie graniczące ze stuporem.
Płyta to rozproszona, niezorganizowana, cechująca się może i jakąś rytmiką, (nie wprowadzaną stopniowo, ale zderzającą się z słuchaczem nachalnie i bezkompromisowo), będąca tak mocno zdeformowana mantrami Alexa, że sprawia wrażenie produktu artystycznego, który może być odbierany wyłącznie w całości.

Pieczołowicie dziergane bity wydają się być przepuszczone przez zamulającą całość szybę. Ciekawą kontrą dla rozmydlonych utworów z wokalami jest na przykład tytułowy Love Over Will, podobnie następujący po nim Manacles, wprowadzający nieco plemienną atmosferę.Kończący płytę Fall Out to w zderzeniu z resztą albumu istny hicior, z niebanalną melodią i klimatem rodem z co bardziej leniwych utworów Bjork.

całość wkrótce na Noir Cafe


Przyszedł moment rozliczeniowy z rokiem akademickim numa vier. Praca włożona w te dwa semestry opłacała się w kwestii mojego osobistego rozwoju, ale nie była szczytem moich możliwości. Niemniej ten rok akademicki uświadomił mi, że czas poświęcony malarstwu nie poszedł na marne. Dyplom postanowiłem w przyszłym roku zrobić z rysunku jako głównego przedmiotu oraz z linorytu (jako aneks).
Wiele rzeczy, które wydarzyły się w tym roku akademickim spowodowały, że marzenia a pro po przyszłości przybrały nieco inną formę. Chciałem dopisać coś a pro po wątpliwości, czy aby na pewno jest to JAKAŚ forma, ale minęły już czasy powątpiewania w siebie na głos.
Marzy mi się wyjazd, odcięcie się od wszystkiego i oddanie się pracy. Proste przyjemności jak wyciągnięcie nóg na kanapie po ciężkim dniu. Najbardziej woła o to głowa, czego dowodem są ostatnie w tym semestrze plansze z zapisem:






GIF:


Cztery ostatnie obrazy

 Witam, dzisiaj kilka ostatnich rzeczy, które namalowałem na przestrzeni kwietnia i maja. Niewiele, ale dość konkretnie. 

Pierwsze dwa to trawienie przeszłości. Postrzeganie widma jako rzeczywistego obrazu, utożsamianie majaków/fatamorgany z realną postacią z krwi i kości. Widma wywołane tęsknotą, która momentami (jakieś dwa razy dziennie) przeradzała się w obsesję dostrzegania czegoś, czego nie ma. 
Dostrzeganie w przechodniach znajomych twarzy to przerażająco smutne doświadczenie.

Dwa kolejne to reakcja na rok 2016ty, który pełen jest zmagań z samym sobą i rzeczywistością przepuszczoną przez tęsknoty. Wdrożyłem w te dwa ostatnie obrazy typografię, która dość wymownie podpowiada treść.

Zdjęcia są niestety tylko poglądowe bo nie mam dostępu do lepszej jakości aparatu póki co. 

Przewrót w przeszłość 
100x80cm 
akryl na płótnie

Trzysta sześćdziesiąt wokół teraźniejszości 
120x80cm
akryl na płótnie

Kościerzyn Petroneli
100x70cm
akryl na płótnie

Umierający pancernik pod oknem
100x80cm
akryl na płótnie


wtorek

Fragment recenzji płyty Clashes Brodki oraz zapisy

 Na portalu Noir Cafe pojawiła się moja recenzja płyty Clashes Moniki Brodki. Oto fragment:
Miałem przeświadczenie, że obcuję z płytą zaangażowaną w sprawy społeczne, może też polityczne (wystarczy zajrzeć na tytuły utworów), a przy tym będącą bardzo intymnym tworem.

Jeżeli zwiastujące wojnę bębny w utworze czwartym (Can't Wait for War) wprowadzały niepokój w duecie z piękną partią piły, to następny w kolejce Holy Holes wygenerował już w pełni nastrój zagrożenia. Warto tutaj nadmienić coś więcej, a pro po instrumentarium:

Brodka sporo mówiła o wycieczkach zagranicznych, gdzie poszukiwała inspiracji do nowej płyty, co przyniosło ogrom różnorodnego instrumentarium. Na Clashes usłyszymy oprócz piły min. obój, wiolonczelę czy organy kościelne. Dochodzi do tego głos Moniki, który przeszedł jakąś duchową przemianę. Charakterystyczna chrypa jest jakby rozmyta, zastąpiona  w wielu miejscach wyciąganiem fraz i ozdobnikami.

Inspiracje wschodnie dostrzec można w Haiti, zaś Funeral to utwór w mojej ocenie kończący trzyutworowy zbiór zawierający w sobie kolejno: Can't Wait for War, Holy Holes, Funeral. Wychodzę z takiego założenia między innymi dlatego, że ósmy na liście Up in the Hill wnosi już zupełnie inną, BARDZO pozytywną energię - będącą czymś przeciwstawnym do uduchowionych, pełnych rozmarzenia kompozycji jakie znajdziemy na pierwszej połowie albumu. Up zaskakuje też przesterowaną gitarą przypominająca ostatnie dokonania Heya.
 Po całość zapraszam na NoirCafe.pl:
http://www.noircafe.pl/recenzja/brodka-clashes/



 A poniżej przypomnienie ostatnich zapisów oraz trzy nowe kalki:




 NOWE:


STARE:



poniedziałek

Dziesiąty maja tego roku

Dzień dobry wieczór. Dzisiaj chciałem pokazać szereg ostatnich szkiców wykonanych między kwietniem a majem tego roku. Kilka (kolorowy tryptyk oraz Kuba) powstało dużo wcześniej, ale dopiero teraz je mam okazje pokazać w takiej formie.
          Od jakichś dwóch miesięcy tworzę zapis z odwróconych liter. Wydawałoby się, że tak prosta forma, którą każdy właściwie może odczytać, jest zaprzeczeniem definicji dziennika/pamiętnika. Pomimo prezentacji tekstu czarno na białym (albo odwrotnie), ów zapis wciąż pozostaje mimo to intymny, niemal nierozszyfrowalny.
Proces uczenia się pisania w taki sposób piórem (którego nie miałem w rękach nawet w podstawówce) jest dość trudny, wymaga skupienia. Przyznaję, że oprócz bardzo intymnych fraz, tekst zawiera także elementy pisma automatycznego. Całość dotyczy mojego rozdarcia emocjonalnego wywołanego śmiercią jednej z najbliższych mi osób.

Prezentuję dwie plansze. Cykl cały czas rośnie. Zawiera już 2plansze 50x70cm pisane białym tuszem na czarnym papierze, szkicownik a4 (około sto stron) a w  przyszłości planuję tworzyć zapis na innych podłożach malarskich.

Wszystko powstaje w pracowni profesora Macieja Linttnera na ASP w Katowicach


 
 
________________________

Bez tytułu

Przemek 2

Bez tytułu

 
Autoportret PRZED i Autoportret PO 06.03.2016

Przemek

Kuba

  
Wakacje-Marzec-Maj
(a4x3) kredki, lakiery do paznokci (zaczete w 2015, skończone w 2016)

Na zakończenie relacja z przeglądu zespołów studenckich
Relacja