czwartek

Videoart, plakaty, sztuczne serca

Człowiek stojący pod latarnią miał kaptur na głowie. Szeleścił ów kaptur, jakby zrywka zajęła jego miejsce. Jak reklamówka z American Beauty swoją obecnością zaznaczała teren. Dwadzieścia centymetrów w głąb czaszki, tuż za nosem, okablowanie zostało przetarte pumeksem. Wszystko czasem płonie w myślach, opuszkami muska bladą skórę, ubiera się szeroko, szeroko. Otacza sobą całe pomieszczenie, wyznacza teren ochronny.


W 2013 roku zrealizowałem powyższy teledysk do utworu Ctm3 mojego projektu BRTLMJ MCHL GRCK. Link do albumu, na którym umieszczony utwór znajduje się T U T A J

Piszę o tym, ponieważ założyłem kanał pod zupełnie innym adresem email, tym razem bardziej oficjalnym. Tam też będę realizował projekt OSIS, oraz inne rzeczy, których nie pokazywałem do tej pory. Na starym znajduje się też Statement z 2014r. O tutaj:


Wersja BETA pierwszej części OSIS znajduje się tutaj:

Druga natomiast tutaj. Obie to zapowiedź. Obie to niedokończone pieszczoty.


A tutaj są plakaty jakie zrealizowałem w pracowni Romana Kalarusa i Moniki Starowicz:



(tematy od lewej: smutasy kutasy, dzień dobry, matka polka feministka, sweet soul music, chorzów miasto bluesa, dzień dobry 2)










poniedziałek

Statement 3, archiwa, przymiarki


A gdybym tak wstrzymał się od decyzji, założył koc na głowę i usiadł w fotelu? Oddychał głęboko, wsłuchiwał się w ciszę, udawał, że problemów nie ma, że wszystko co mieszało chochlą w brzuchu wyparowało, jak smród skarpet po wyrzuceniu ich za okno w akcie bezsilności.
Rozdzielałbym włosy na dwoje, przedziałek wyznaczałby linię cięcia. Każda matka swojemu dziecku wygrzebała by bardzo chętnie łyżką to gówno, które pod czaszką zalega. Potrzeba mieć jeszcze matkę, która faktycznie dostrzega takowe gówno, spotkanie z synem nie jest tylko interwałem w szarej codzienności pełnej porannego kaszlu i pustych opakowań po papierosach.

To jest mój statement z roku 2016.

_____________________________

Och, jaki bałagan zrobiłem sobie z życia
Widziałem, jak się uśmiechaszAle nigdy naprawdę nie słyszałem, jak się śmiejeszChcę tylko, żebyś przywiązał mnie do swojego auta
i ruszył


Pamiętam jak swego czasu przyszła taka bardzo krótka moda na przerabianie zdjęć w te najdziksze historie rodem z tripów po LSD. Uznałem, że sam potrafię zrobić cos w ten deseń metodą chałupniczą. Po lewej efekt po prawej moje zdjęcie


Odgrzebałem też taką śliczną, zamgloną, rozdzieloną niczym książka rzecz. To są tereny mojego starego mieszkania. Wszystko się zaciera, zaczynam pamiętać coraz mniej. Sporadyczne powroty nie dają się zamknąć na stopklatkach. Wszystko dzieje się za szybko. Permanentny stres zabija potencjał. 


____________________________



To są dwa portrety, które zrobiłem jeszcze jak byłem w plastyku. Najzabawniejsze, że to ten sam gość, basista pewnego britpopowego zespołu. Tłumaczyć chyba dalej nie muszę. Znalazłem te rzeczy i z racji tego, że już ich nie mam - warto wspomnieć, że coś takiego kiedyś powstało. Dziś już tak nie maluję. Czasami mam wrażenie, że ani nie ruszyłem w przód ani w tył. Zanurzyłem się chyba w roztworze, który sam produkuje. Zwie się na literę żet, jak Żenata, Żonkilda...
i to we mnie tkwi od bardzo dawna. 
Żenata. Hahahuhu

Poza tym skończyłem montować pierwszy odcinek z cyklu krótkich filmów, które zrealizowałem pod koniec zeszłego roku. Mając na uwadze moją potworną rozlazłość i nieumiejętność doprowadzenia czegoś do absolutnej, wymarzonej i wyobrażonej perfekcji - pokusiłem się o zrobienie rzeczy krótszych, ale intensywniejszych. Brzmi to jak wszystkie dźwięki jakie zrobiłem pod nazwą BRTLMJ MCHL GRCK, a może nawet lepiej, bo w skupisku niezrozumiałych, bełkotliwych fraz (które w fazie pierwotnej miały sens i logiczny ciąg) jest jakiś złoty środek, a na pewno klamra, która wiąże koniec z początkiem. I to chyba tyle ile mogę (albo chcę) powiedzieć o serii tych krótkometrażowych video.

Seria nosi nazwę Osis i pokażę ją jutro tj. 21. stycznia. To ładna data. Po prostu.




piątek

Bardzo ciekawy przypadek mieszkańca cz.2

Nie potrafiłem dzisiaj wsiąść do autobusu. Odbiłem się jak kauczuk, próbowałem uderzyć bokiem, wpełznąłem nawet jak szczur na pierwszy stopień. 
Cierpliwy kierowca skubał brodę, albo śniadanie, które tam zostawił. W końcu wykonałem zgrabny obrót z piruetem i poprawiając nonszalancko idealnie ufryzowane, mokre od potu włosy, obdarzyłem zaropiałym spojrzeniem babcie, która zdecydowała się ustąpić miejsca królowi sytuacji. Reszta potakiwała zgodnie, kilka osób przyklasnęło raz, mała dziewczynka w wózku kręciła młynka paluszkami, stopą masując pierś matce. Nakazałem kierowcy aby jechał, co też uczynił, pytając, czy jest mi wygodnie. Nigdy nie było mi bardziej wygodnie - odparłem. Wiedziałem, że za moment czeka mnie coś wyjątkowego. Przybyło powiadomienie, wyrywając kieszeń z nieświadomości. "To związane z tobą". - brzmiała wiadomość. Rzuciłem telefonem za siebie, trafiając zachwyconą tym faktem dziewczynę w nos. Wycierając kapiącą na biały szalik krew zarechotała, a ja obdarzyłem ją uśmiechem. Dziś znajdzie się miejsce dla każdego z was u moim boku. Szykujcie swoje telefony, a mój tymczasem oddajcie. Obiecuję show, którego nie widziała ta cholerna planeta, a na pewno ten autobus. Za moment dotrę na miejsce i rozżalona ciota dostanie to, na co zasługuje.
Uderzyłem w kontur dłonią racząc wszystkim owym pierdolnięciem. Pan sytuacji rozdaje karty, a jedną nawet wkłada pomiędzy cycki barmanki, co by pamiętała z kim ma do czynienia. Kochają mnie, a ja kocham ich.
Ślę pozdrowienia z raju! Cieszcie się, że możecie spędzić ten wieczór u mojego boku, a że boki mam dwa, to stawka się podwaja! Kto mrugnie, dostaje gratis - tatuaż z kutasem!Rozległy się śmiechy, ktoś wyszedł trzaskając drzwiami, kto inny zaś ruszył w moją stronę. Ten ktoś miał białe zęby. Owe za szybko biegały w te i we wte abym skupił na nich wzrok.  

Nie widziałeś mnie, mimo że stałem cztery metry od baru, a półtora od Ciebie. Potykałeś się na każdym kolejnym zdaniu, jakbyś połknął lalkę i to ona przejęła Twój aparat ssąco-mlaszczący. Automatyczne, niekontrolowane, zaprogramowane palce wystukiwały grającą w głośnikach Blondie. Pytania nie posiadające w sobie lepkiej części zbywałeś, nawet nie mrugnąwszy, nawet nie pierdnąwszy. Wczoraj stękałeś jak psiątko kopnięte przez gimnazjalistę, którego widziałem z tego samego okna, co małą dziewczynkę walczącą z ojcem. Jesteś tak samo brudny i niekochany jak to psiątko, tak samo zresztą niczemu niewinne. Jesteś niewinny zawsze, nie zapominajmy. Nawet na imię Ci tak dano, co w sumie zastanawia, bo gdyby Twoi rodzice wiedzieli jakie bydle sporządzili w parku, wracając z imprezy, spakowaliby Cię po porodzie w folie spożywczą, co by ci cieplej było w śmietniku, ty skurwysynie.

wtorek

Bardzo konkretny przypadek mieszkańca

Wszystko to sprowadziło się do uznania tegorocznych świąt za najgorsze. Rok 2011 strzelał w pysk za każdym razem, kiedy przychodziła do głowy myśl, że wcale nie jest on tak miażdżąco zły. Waliło cegłami po oknach, odłamki cięły po plecach, rozrywały koszule, a choinkę stojącą w oknie zdefragmentowało. Ot tak, w ciągu sekund, nie zdążyłem nawet odłożyć szklanki. Kiedy leżałem z zaciśniętymi powiekami na brzuchu, nie podobało im się to. Nie aprobowały tego, ze chciałem je uchronić od tego widoku. Akceptując strużki cieknące wzdłuż otłuszczonych bioder, przyszło mi do głowy, że nadaję się to na niezbyt atrakcyjną propozycje Hannibala. Mlaski i siorby dobiegające zza framugi przypomniały, że nie jestem sam na miejscu zbrodni. Wystraszone, psie ślepia łypały czujnie, trochę jakby świadome niebezpieczeństwa, a może po prostu były trochę głodne. Psy są zawsze głodne.
Zanim się rozpadła ta baryłka, stopując pilota, można było odczytać wypisane na niej czteroliterowe słowo, określające mnie jako człowieka, A może to pomyłka? A może to wypadek? Może SŁOWO dotyczyło kogoś innego? Może to był zamach na psa? Może potrzebuję rozpiąć guzik, bo uciskam żołądek?
Zbliża się godzina zero. Wielkie, ciemne łapska znów targają powietrze, robią przeciąg. Zaraz do Ciebie dołączę, tylko skończę trawić obiad. Obawa zabrudzenia większej ilości podłogi sprawia, że  gramolę się z niej a łóżko, o które się dotychczas opierałem. Taka niedola człowieka mówiącego, że pracuje, podczas gdy w tle przygrywa mu gaworzenie ludzi komentujących ekran telewizora. Obawiam się, że niespodziewanie szybko minął oddech, który natchnął. Wydaje mi się, że spadło kilka rzeczy na podłogę i brak mi siły, żeby to ponownie podnieść. I znowu, i jeszcze raz.
Pojawia mi się przecinek pomiędzy oczami. Miał miejsce wczoraj, będzie miał miejsce za moment. Nienawidzę na to patrzeć, podcina mi nogi myśl, że to będzie trwało jeszcze wiele miesięcy. Postanowiłem spłacić długi, zainteresować się swoim zdrowiem. Ostatnio na psychice pojawiła się rdza. To z psich łez, bo moje oczy wyschły już dawno.
Za oknem hula wiatr, przynosi deszcz, który spada na panele rozdając spokój, Wyciszanie się poprzez te dziwną delikatność szemrzących samochodów oraz braku sąsiada wiercącego nieprzerwanie od ponad czterech tygodni, sprawia, że nawet nie żałuję, że zjadłem dziś trochę większą porcje kaszy gryczanej z brokułami. Wmawiam sobie, że to jest dieta, a wszystkie martwe zwierzęta w tym pokoju przytakują mi ochoczo. Boją się, że zrobię im znowu jakąś krzywdę.
Od wielu dni usiłuje rozpisać słowa, popełnić monolog. Chociaż nie, to na pewno dialog, ale jednoosobowy. Trzeba rozmawiać ze sobą. Trzeba zakrywać sobie oczy ręką w tak wielu momentach...
Jedynie wyjątkowo silne spięcie się może przywrócić mnie na wczorajszy tor. Przypomniałem sobie dziś o obietnicach z lat poprzednich.  Nic z tego nie wyszło, bo nie umiem myśleć o kimś innym.
Ślepe, sfrustrowane istoty! Zastrzele pierwszego, który przekroczy próg tego cholernego pokoju! Założyłem na klamkę stosy przyjaciół z gałzi i mchu, za zasłony służy mi zerwany płat asfaltu. To moja twierdza, moje butelki po wodzie mineralnej, mój pilot, puste opakowania po sprzęcie agd, wszystko to moje, moje i takie zostanie!
Powiem wam wszystkim jak smakuje wasze podejście do życia. Przerobię to na swój język i stworze z tego najdoskonalsze dzieło. Bo to wszystko moje, moje, ach moje!
Mała dziewczynka walczyła o poranku z dużo silniejszym od siebie mężczyzną. Widziałem ich oboje, przez swoje okno, jak rozpaczliwie machała jedną ręką, bo druga tkwiła w żelaznym uścisku ojca. Odetchnąłem i siłą woli odciąłem łączącą ich pępowinę. Dziewczynka wyrwała się z uścisku ojca i wpadła na matkę, która ją złapała i bezceremonialnie włożyła do samochodu kląc pod nosem. Na moje oko wykazała się wyjątkowo wielką cierpliwością. Ja już gromadziłem śnieżną kul z parapetu, co by nią postrzelić ojca w potylicę. Wydawał się brzydkim skurwysynem, a takich należy traktować czymś zimnym, bo piekło to sobie oni sami gotują co noc bzykając żonę.
Otarłem suche wargi wierzchem dłoni. Spora część naskórka została na jej wierzchu. Poczułem, że się w tamtym momencie rozpadam. Potrzebowałem napić się drogiej kawy w dobrym towarzystwie. To był środek nocy.

czwartek

Travel on breath

Bardzo duże wrażenie zrobił na mnie poranny Łazarz Bowiego, zwłaszcza wplecionym saksofonem i atmosferą poranka, który wisi nad ziemią, bo całą podłoge pokrywa całonocna gestwina złożona z ciał, zmechaconych dywanów i resztkach jedzenia. To tak z marszu, o wczesnych porach, których nie sposób wyjaśnić sąsiadowi, który z uporem maniaka od początku grudnia wierci wiertłem zagłady ściane tudzież sufit. Pode mną.

Drugą sprawą, która zaskoczyła i była dużo mniej oczekiwana niż Bowie, była EP wydana w formie albumu na bandcamp zespołu Empyrium, który to dwa lata temu uraczył mnie doszczetnie swoją Turn the Tides. Wyjątkowe to było świadectwo dojrzałości. Płyta prezentowała doskonałe proporcje melodyjności, mając jednak na zapleczu swoje metalowe korzenie, które w sposób iście apokaliptyczny zaprezentowali na długograju. Sama EP nie różni si znacznie od długograja. Panowie wydają sie grać odrobin szybciej, ale nadal w swoim wzniosłym (ale nie patetycznym) tonie, do którego przedzierały sie echa co i bardziej komercyjnych tworów Paradise Lost (zwłaszcza w drugim, Unite). Mamy element zadumy w pierwszym utworze, jak i rockowy feeling w drugim, mając jednak na uwadze, że poziom radości płynący z głośników nie jest zbyt wysoki (zupełnie jakby Ulf kiedykolwiek wyrażał cheć do życia...). Empyrium to dla mnie stara fotografia,z kobietą. Wszystko jest w Vermerowskich barwach, wszystko zdaje sie być skrojone na miare, zachowujące złoty podział i szereg tym podobnych pierdół.



Nie zapominajmy o znakomitym powrocie Kaliber 44. Utwór ładnie kroczy, jak ta pantera co to jednym ciosem uderza i pożera, a bitem wyłupuje po drodze oczy. Teledysk mieszający industrialno-kopalniane tunele z tekstem mapowanym na ciele modelki bardzo fajnie wpisuje sie w posepna atmosfere, jaka przewija sie w tekście.



Czym zgoła innym od powyższych trzech tytułów jest zespół Latitudes, którego utwór wypuścił Debemur Morti Productions wraz z końcem zeszłego roku, jako kawałek promocyjny. Co słychać na utworze promującym czwartą płyte Anglików? Klimatyczne połącznie postrocka z melodyjnością spod znaku Katatonii i dźwiekowymi dłużyznami, brzmieniowo pląsającymi gdzieś w okolicach shoegaze. Polecam odsłuch.



Nie zapominajmy o tym, że Vader zapowiada si z nową płytą. Cieżko mi powiedzieć coś wiecej, ponieważ siedzi we mnie jeszcze niesmak wywołany potyczkami p r o m o t o r a zespołu. Cieszmy sie jednak, bo Wiwczarek nie zawodził od jakiegoś czasu. Czekamy, zagryzając paluszki.

Rozpoczynamy nowy rok pełni życia i pasji. Sił jest co nie miara, za oknem temperatura przestała łamać kości. Trzeba sie zebrać do kupy i dokończyć kilka rzeczy. Na koniec pokaże projekt (który nie przeszedł) do Magnetoffonu.


Wykruszyła si doszczetnie ekipa. Nie wiem co z tym począć. Na razie czekam na reakcje ludzi co robimy z tym dalej.  




niedziela

Scindite, Brtlmj, Nowy rok

Nowy rok rozpocznę tym, czego nie wypuściłem w zeszłym, mimo, że były (powiedzmy) gotowe.



Płyta rozliczająca mnie z przeszłością. Zawiera dużo sampli z rozmów, kłótni, zasłyszanych z zewnątrz dźwięków i wycia sąsiadów. Ponadto są tu dwa utwory zawierające względnie czysty wokal, oraz w większości teksty mojego autorstwa.

Album rozpoczyna kompozycja Intropium, będąca ukradzionym wersem od Anny Kumali - Czuję jak obraz Twój gubię już. 

Później nastąpiło kilka dźwiękowych i słownych bolączek, które wtedy uważałem za coś niezłego, ale dziś nabrałem do tego dystansu. Przejdę dlatego do innych rzeczy, któe uważam za interesujące. 
Mu, to droga, jaką przebyłem w ciągu ostatnich trzech lat. To wszystko to, czego nie zdążyłem powiedzieć mu: Nie zawsze będę z Tobą - musisz o tym wiedzieć. Zupełnie jakbyś nie miał wyboru by iść. Weź to pod uwagę, jeśli nie sprzątnę ci kłód spod nóg. Dziś.

Cały tern syf, który stworzyłem na przestrzeni trzech lat pod szyldem BRTLMJ to jeden wielki wymiot smutnego dzieciaka, który nie potrafi krzyczeć o tym, co go boli. No ale jedźmy dalej, bo zahaczamy o coś pełnego. Nie potrafię tworzyć utworów, które mi się podobają w stu procentach.
 
Wszystko jest trudne - ten cytat przewija się przez sporą część utworu Code. Towarzyszy mu kontra w postaci coveru Evanescence, traktująca o miłości. Nie lubię się rozczulać, ale utwór, który za dzieciaka wbiłem sobie w głowę, wydawał mi się tu znakomitym podsumowaniem tego, co jest wg mnie TRUDNE. Utwór kończą glitchowe wstawki oraz drugi cover - Without You I'm Nothing (Placebo).


Więcej - mówi właściwie o tym samym, czyli o uzależnieniu od drugiej osoby.
Ciekawszym utworem jest f02, brzmiący doskonale w słuchawkach, zawierający wstawki wokalne z Dubium - utworu mojego drugiego projektu Scindite, który tworze z Adamem Mańkowskim. Dubium jest do odsłuchania tutaj:



Bardzo lubię ten utwór. Dubium i f02

Moo - kołysanka do księżyca puszczona wspak.
Hunger A - o głodzie. Głodzie ciała, umysłu, głodzie ciepła. Zawiera multum sampli stworzonych do projektu Trevor Dortwall, który tworzyłem w liceum. Reakcja obronna na złe sny, zrobiona nad ranem w wakacje. 

Stupor - utwór zrobiony tej samej nocy co Mu. O lękach przed ciemnością.

Calling You - kolejny ulubiony utwór, zawierający mnóstwo czadowych sampli. Bardzo ciepła rzecz, bardzo oniryczna rzecz, z nawiedzoną kontrą w połowie. 

Błoto jest ostateczną rozgrywką z demonami. Z tym, jak bardzo potrafimy udawać, że nas boli, byle zwrócić czyjąś uwagę. 

Kiedy jestem zmęczony rokuję źle, histeryczny bywam też. Kiedy jesteś ze mną uderzam głową w ścianę. Boli, nie mogę Cię znieść, i tak nie wywrócę się na zewnątrz.

____________________________________

Przygotowuje nowe rzeczy, nowe teksty, nowe historie. Chcę zrealizować jeszcze w styczniu krótkometrażowy film. Jestem w trakcie pracy nad wielkoformatowym rysunkiem, oraz kilkoma mniejszymi rzeczami. Nowy rok rozpoczął się naprawdę doskonale. Póki co jestem pełen chęci do pracy i działania. Między innymi takiego, które zamyka pewien rozdział w życiu. Postanowień noworocznych nie spisałem. Oby nie wypadły z głowy. 

Jest dobrze.

_________________

Szkice z poprzedniego postu, którego zapomniałem zaspamować:






A to ten duży, nad którym pracuję