piątek

Bardzo ciekawy przypadek mieszkańca cz.2

Nie potrafiłem dzisiaj wsiąść do autobusu. Odbiłem się jak kauczuk, próbowałem uderzyć bokiem, wpełznąłem nawet jak szczur na pierwszy stopień. 
Cierpliwy kierowca skubał brodę, albo śniadanie, które tam zostawił. W końcu wykonałem zgrabny obrót z piruetem i poprawiając nonszalancko idealnie ufryzowane, mokre od potu włosy, obdarzyłem zaropiałym spojrzeniem babcie, która zdecydowała się ustąpić miejsca królowi sytuacji. Reszta potakiwała zgodnie, kilka osób przyklasnęło raz, mała dziewczynka w wózku kręciła młynka paluszkami, stopą masując pierś matce. Nakazałem kierowcy aby jechał, co też uczynił, pytając, czy jest mi wygodnie. Nigdy nie było mi bardziej wygodnie - odparłem. Wiedziałem, że za moment czeka mnie coś wyjątkowego. Przybyło powiadomienie, wyrywając kieszeń z nieświadomości. "To związane z tobą". - brzmiała wiadomość. Rzuciłem telefonem za siebie, trafiając zachwyconą tym faktem dziewczynę w nos. Wycierając kapiącą na biały szalik krew zarechotała, a ja obdarzyłem ją uśmiechem. Dziś znajdzie się miejsce dla każdego z was u moim boku. Szykujcie swoje telefony, a mój tymczasem oddajcie. Obiecuję show, którego nie widziała ta cholerna planeta, a na pewno ten autobus. Za moment dotrę na miejsce i rozżalona ciota dostanie to, na co zasługuje.
Uderzyłem w kontur dłonią racząc wszystkim owym pierdolnięciem. Pan sytuacji rozdaje karty, a jedną nawet wkłada pomiędzy cycki barmanki, co by pamiętała z kim ma do czynienia. Kochają mnie, a ja kocham ich.
Ślę pozdrowienia z raju! Cieszcie się, że możecie spędzić ten wieczór u mojego boku, a że boki mam dwa, to stawka się podwaja! Kto mrugnie, dostaje gratis - tatuaż z kutasem!Rozległy się śmiechy, ktoś wyszedł trzaskając drzwiami, kto inny zaś ruszył w moją stronę. Ten ktoś miał białe zęby. Owe za szybko biegały w te i we wte abym skupił na nich wzrok.  

Nie widziałeś mnie, mimo że stałem cztery metry od baru, a półtora od Ciebie. Potykałeś się na każdym kolejnym zdaniu, jakbyś połknął lalkę i to ona przejęła Twój aparat ssąco-mlaszczący. Automatyczne, niekontrolowane, zaprogramowane palce wystukiwały grającą w głośnikach Blondie. Pytania nie posiadające w sobie lepkiej części zbywałeś, nawet nie mrugnąwszy, nawet nie pierdnąwszy. Wczoraj stękałeś jak psiątko kopnięte przez gimnazjalistę, którego widziałem z tego samego okna, co małą dziewczynkę walczącą z ojcem. Jesteś tak samo brudny i niekochany jak to psiątko, tak samo zresztą niczemu niewinne. Jesteś niewinny zawsze, nie zapominajmy. Nawet na imię Ci tak dano, co w sumie zastanawia, bo gdyby Twoi rodzice wiedzieli jakie bydle sporządzili w parku, wracając z imprezy, spakowaliby Cię po porodzie w folie spożywczą, co by ci cieplej było w śmietniku, ty skurwysynie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz