poniedziałek

Statement 3, archiwa, przymiarki


A gdybym tak wstrzymał się od decyzji, założył koc na głowę i usiadł w fotelu? Oddychał głęboko, wsłuchiwał się w ciszę, udawał, że problemów nie ma, że wszystko co mieszało chochlą w brzuchu wyparowało, jak smród skarpet po wyrzuceniu ich za okno w akcie bezsilności.
Rozdzielałbym włosy na dwoje, przedziałek wyznaczałby linię cięcia. Każda matka swojemu dziecku wygrzebała by bardzo chętnie łyżką to gówno, które pod czaszką zalega. Potrzeba mieć jeszcze matkę, która faktycznie dostrzega takowe gówno, spotkanie z synem nie jest tylko interwałem w szarej codzienności pełnej porannego kaszlu i pustych opakowań po papierosach.

To jest mój statement z roku 2016.

_____________________________

Och, jaki bałagan zrobiłem sobie z życia
Widziałem, jak się uśmiechaszAle nigdy naprawdę nie słyszałem, jak się śmiejeszChcę tylko, żebyś przywiązał mnie do swojego auta
i ruszył


Pamiętam jak swego czasu przyszła taka bardzo krótka moda na przerabianie zdjęć w te najdziksze historie rodem z tripów po LSD. Uznałem, że sam potrafię zrobić cos w ten deseń metodą chałupniczą. Po lewej efekt po prawej moje zdjęcie


Odgrzebałem też taką śliczną, zamgloną, rozdzieloną niczym książka rzecz. To są tereny mojego starego mieszkania. Wszystko się zaciera, zaczynam pamiętać coraz mniej. Sporadyczne powroty nie dają się zamknąć na stopklatkach. Wszystko dzieje się za szybko. Permanentny stres zabija potencjał. 


____________________________



To są dwa portrety, które zrobiłem jeszcze jak byłem w plastyku. Najzabawniejsze, że to ten sam gość, basista pewnego britpopowego zespołu. Tłumaczyć chyba dalej nie muszę. Znalazłem te rzeczy i z racji tego, że już ich nie mam - warto wspomnieć, że coś takiego kiedyś powstało. Dziś już tak nie maluję. Czasami mam wrażenie, że ani nie ruszyłem w przód ani w tył. Zanurzyłem się chyba w roztworze, który sam produkuje. Zwie się na literę żet, jak Żenata, Żonkilda...
i to we mnie tkwi od bardzo dawna. 
Żenata. Hahahuhu

Poza tym skończyłem montować pierwszy odcinek z cyklu krótkich filmów, które zrealizowałem pod koniec zeszłego roku. Mając na uwadze moją potworną rozlazłość i nieumiejętność doprowadzenia czegoś do absolutnej, wymarzonej i wyobrażonej perfekcji - pokusiłem się o zrobienie rzeczy krótszych, ale intensywniejszych. Brzmi to jak wszystkie dźwięki jakie zrobiłem pod nazwą BRTLMJ MCHL GRCK, a może nawet lepiej, bo w skupisku niezrozumiałych, bełkotliwych fraz (które w fazie pierwotnej miały sens i logiczny ciąg) jest jakiś złoty środek, a na pewno klamra, która wiąże koniec z początkiem. I to chyba tyle ile mogę (albo chcę) powiedzieć o serii tych krótkometrażowych video.

Seria nosi nazwę Osis i pokażę ją jutro tj. 21. stycznia. To ładna data. Po prostu.




2 komentarze: