czwartek

Travel on breath

Bardzo duże wrażenie zrobił na mnie poranny Łazarz Bowiego, zwłaszcza wplecionym saksofonem i atmosferą poranka, który wisi nad ziemią, bo całą podłoge pokrywa całonocna gestwina złożona z ciał, zmechaconych dywanów i resztkach jedzenia. To tak z marszu, o wczesnych porach, których nie sposób wyjaśnić sąsiadowi, który z uporem maniaka od początku grudnia wierci wiertłem zagłady ściane tudzież sufit. Pode mną.

Drugą sprawą, która zaskoczyła i była dużo mniej oczekiwana niż Bowie, była EP wydana w formie albumu na bandcamp zespołu Empyrium, który to dwa lata temu uraczył mnie doszczetnie swoją Turn the Tides. Wyjątkowe to było świadectwo dojrzałości. Płyta prezentowała doskonałe proporcje melodyjności, mając jednak na zapleczu swoje metalowe korzenie, które w sposób iście apokaliptyczny zaprezentowali na długograju. Sama EP nie różni si znacznie od długograja. Panowie wydają sie grać odrobin szybciej, ale nadal w swoim wzniosłym (ale nie patetycznym) tonie, do którego przedzierały sie echa co i bardziej komercyjnych tworów Paradise Lost (zwłaszcza w drugim, Unite). Mamy element zadumy w pierwszym utworze, jak i rockowy feeling w drugim, mając jednak na uwadze, że poziom radości płynący z głośników nie jest zbyt wysoki (zupełnie jakby Ulf kiedykolwiek wyrażał cheć do życia...). Empyrium to dla mnie stara fotografia,z kobietą. Wszystko jest w Vermerowskich barwach, wszystko zdaje sie być skrojone na miare, zachowujące złoty podział i szereg tym podobnych pierdół.



Nie zapominajmy o znakomitym powrocie Kaliber 44. Utwór ładnie kroczy, jak ta pantera co to jednym ciosem uderza i pożera, a bitem wyłupuje po drodze oczy. Teledysk mieszający industrialno-kopalniane tunele z tekstem mapowanym na ciele modelki bardzo fajnie wpisuje sie w posepna atmosfere, jaka przewija sie w tekście.



Czym zgoła innym od powyższych trzech tytułów jest zespół Latitudes, którego utwór wypuścił Debemur Morti Productions wraz z końcem zeszłego roku, jako kawałek promocyjny. Co słychać na utworze promującym czwartą płyte Anglików? Klimatyczne połącznie postrocka z melodyjnością spod znaku Katatonii i dźwiekowymi dłużyznami, brzmieniowo pląsającymi gdzieś w okolicach shoegaze. Polecam odsłuch.



Nie zapominajmy o tym, że Vader zapowiada si z nową płytą. Cieżko mi powiedzieć coś wiecej, ponieważ siedzi we mnie jeszcze niesmak wywołany potyczkami p r o m o t o r a zespołu. Cieszmy sie jednak, bo Wiwczarek nie zawodził od jakiegoś czasu. Czekamy, zagryzając paluszki.

Rozpoczynamy nowy rok pełni życia i pasji. Sił jest co nie miara, za oknem temperatura przestała łamać kości. Trzeba sie zebrać do kupy i dokończyć kilka rzeczy. Na koniec pokaże projekt (który nie przeszedł) do Magnetoffonu.


Wykruszyła si doszczetnie ekipa. Nie wiem co z tym począć. Na razie czekam na reakcje ludzi co robimy z tym dalej.  




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz