środa

Recenzja płyty Reni Jusis

Na portalu Noir Cafe pojawiła się recenzja płyty Bang! Reni Jusis. Oto fragment:


Bejbi Siter, wypuszczone przez Reni w połowie marca było jasnym statementem - oto ja, tysiąc twarzy i każda z nich kiedyś się przydarzy. Nie jest to jedyne tego rodzaju oświadczenie. Wielokrotnie na płycie Reni prezentuje swoje spostrzeżenia szarej rzeczywistości. Dla przykładu Zostaw Wiadomość to wyraz dezaprobaty dla hałasu i pośpiechu. Podobnym  oświadczeniem można traktować zaskakujący Bilet Wstępu wywracający płytę o sto osiemdziesiąt stopni.  Czy jednak można nazwać Bang! płytą osobistą, czy nawet intymną?
Wspomniałem o portretowaniu siebie, teraz wiec odrobinę o tym, skąd wziął się nagły szum w momencie powrotu wokalistki. Nie dewaluuje tutaj samego zjawiska, jedynie zwracam uwag na fakt, że rozgłos i odzew na Bang! jest naprawdę imponujący.
Reni  po wydaniu w 2006r płyty Magnes zarzuciła drogę elektroniki na rzecz bardziej lirycznych, poetyckich historii na płycie  cz.1. Płyta miała doczekać się kontynuacji, zamiast tego, siedem lat po jej wydaniu, artystka powraca na stary grunt, w którym doskonale się odnajdywała przez wiele lat. Tak więc entuzjazm jest jak najbardziej uzasadniony, tym bardziej, że Bang! to coś więcej niż powrót na stare śmieci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz