sobota

Dzień zero.


W ramach próby socjalizowania się rozsunąłem dziś zasłony i otworzyłem okno na oścież. Pęknięcie biegnące wzdłuż szyby, skręcające w kształt litery L uśmiechnęło się odbitym słońcem, a kot spierdolił na ziemię szklankę. W głośnikach długowłosi gotyccy udawacze z pewnego fińskiego zespołu zawodzili o cieście, a ja postanowiłem ruszyć z nowym pomysłem, który krystalizował się od końca listopada.

Od dzieciaka lubiłem rozpoczynać coś nowego od pierwszego dnia miesiąca. Jeśli w grę wchodził także poniedziałek, uznawałem to zwykle za najodpowiedniejszy moment do rozpoczęcia działań. Upierdolony w głowie syndrom demiurga rozkwitał przez wiele lat i nigdy nie spowodował, że plany przerodziły się w faktyczne projekty i ich realizacje.

Dlatego też, z racji tego, że jest sobota, siedemnasty, wczesne popołudnie - jem śniadanie złożone z pełnowartościowych produktów bogatych w witaminy i minerały. Kiełbasawurszt z niższej półki cenowej zagryzana kromką udekorowana rukolą, brzmiała niczym ostatnia Kate Bush na żywo (z delikatnym pominięciem przecudnej urody And Dream of Sheep).


Wracając jednak do budowania napięcia: rozpocząłem prace nad nowym materiałem dźwiękowym. Rzecz trochę odbiegająca od tego co robiłem tu: BRTLMJ MCHL GRCK.
Finalny efekt będzie dostępny w okolicach mojego dyplomu (przyszły rok).

*

Dzisiejszy dzień jest pełen słońca, pomimo aktualnych czarnych chmur kłębiących się nad pewnymi miejscami, które od blisko dwunastu godzin są na ustach wszystkich. Obawiam się, że słońce ma w dupie wiele rzeczy. Można dywagować, czy słońce w ogóle dupę posiada, ale to już zostawmy ekspertom.

Wydaje mi się, że mogę tak nazwać fiński The 69 Eyes, który niecałe pół roku temu wydał płytę Universal Monsters, na którym oprócz jednej, czy dwóch naleciałości Rolling Stonesami, nie pokazali absolutnie nic nowego (a to już jedenasta płyta i ponad DWADZIEŚCIA LAT na scenie). Ciągnący się za nimi smród glamu, w czasach mojej młodości nie przeszkadzał. To był moment, kiedy ta ich oczywista nośność i przebojowość rajcowała. Dziś wychodzę z założenia, że w ten określony sposób grało się jakiś czas temu i wypadałoby odrobinę odświeżyć zatęchłe piwnice. I tutaj rzeczywiście odnajduję coś takiego, w postaci utworu Jerusalem. Wprowadza on nieco powietrza w wilgotne, gotyckie mury sześćdziesięciu dziewięciu oczu, które nijak się rozwijać nie chcą, już od wielu lat. Ich materiał nie jest odkrywczy, ale z pewnością ucieszy amatorów świec ustawionych wokół monitora, na kształt ołtarza.

I nie, wcale wczoraj nie skakałem z radości i nie przymierzałem gotyckich koronek w pełnym corpsepaintcie na wieść, że Sopor Aeternus wraca z nową płytą (póki co proponując fanom jedynie składanie pieniążkowych ofiar na nagranie tej płyty).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz